SCENARIUSZ

Farven, stolica Przymorza, 5 lipca 2017

Kiedy w dwutysięcznym ósmym upadł jeden z największych banków na świecie, nikt z nas nie myślał, że tak to się skończy. Podobnie było kilka miesięcy później, gdy kryzys finansowy zaczął zbierać żniwo na całym globie. Nawet wojna na południowym Kaukazie nie zwiastowała tego, co wydarzy się już kilka lat później. Owszem, wiedzieliśmy, że pokój nie jest czymś, co zostało nam dane raz na zawsze. Nikt z nas nie przewidywał jednak, że ład, który znaliśmy od dziesięcioleci, rozpadnie się jak domek z kart.

Dwa lata później, Północna Afryka i Bliski Wschód pogrążyły się w kryzysie, którego nie dało się już zatrzymać. Wojny wybuchały niemal na każdej granicy, strzelaniny zamieniały się w regularne bitwy. Na ulicach, każdego dnia, dochodziło do zamieszek. Reżimy, jeden po drugim, upadały i tonęły we krwi. Niektórzy wciąż myśleli, że wszystko da się opanować, że to nowa wiosna ludów. Nic bardziej mylnego. Gdy upadli dyktatorzy, do walki o władzę rzuciły się wszystkie, liczące się w regionie, siły. Wojny domowe pochłonęły setki tysięcy ofiar, miliony uciekły ze swoich krajów w nadziei na znalezienie bezpiecznego schronienia na północy. Europa była zalewana, w Azji i na Pacyfiku napięcie rosło z dnia na dzień. Komuś musiały w końcu puścić nerwy…

Foto: Combat Alert 2016
Ciężko dojść, kto zaczął, prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy. Faktem jest, że w grudniu dwutysięcznego czternastego roku, na Oceanie Spokojnym doszło do incydentu. Północnokoreańska fregata ostrzelała kilka kutrów Koreańczyków z południa. Seul szybko poderwał myśliwce, okazało się, że komuniści wpłynęli na wody terytorialne swojego sąsiada. Fregata poszła na dno, a granica zapłonęła. Ta wojna nie przypominała tego, co obserwowaliśmy na Bliskim Wschodzie. To była rzeź… Gdy wojska Południa podeszły pod Pjongjang, na pomoc ruszyły Chiny. Kilka dni później, na niebie pojawiły się amerykańskie samoloty, a do walki ruszyła VII Flota. Półwysep zamienił się w pustynię, potem było już tylko gorzej.

Zachód udowodnił w Korei, że wciąż jest silniejszy. Byli tacy, którzy się przestraszyli. Kilka miesięcy później, w połowie dwutysięcznego piętnastego, kilkanaście państw Azji, Europy oraz Ameryki Południowej zawiązało sojusz, który świat miał poznać jako Front Euroazjatycki. Do końca roku, Front Euroazjatycki zdobył wpływy i wciągnął w swoje struktury kolejne państwa. Zachód poczuł na karku zimny dreszcz, musiał działać. Na reakcję nie nie trzeba było długo czekać.

Foto: Combat Alert 2016

Podczas, gdy Front Euroazjatycki rozpościerał swoje macki w Afryce i na Bliskim Wschodzie, największe światowe potęgi powołały do życia strukturę, która miała przeciwstawić się rosnącej potędze Frontu Euroazjatyckiego. Na maleńkiej wyspie Oceanu Spokojnego podpisano akt założycielski Sojuszu Narodów.

Pamiętam ten szeroki stół i zaniepokojone wyrazy twarzy głów państw zachodu. Strzeliłem wtedy chyba kilkaset zdjęć, to był raj dla reportera. Obserwowałem jak podpisują dokumenty i już wtedy wiedziałem, zrozumiałem. Zderzenie tych dwóch sił było nieuniknione. Wystarczył rok, Sojusz Narodów wiedział, że jeśli chce odbudować swoją pozycję, musi działać agresywnie. Przymorze było idealnym miejscem na start. Tuż przy granicach największego kraju Frontu Euroazjatyckiego. Blisko serca bestii… Przyleciałem do Farven, stolicy Przymorza wraz z pierwszym, kilkuset osobowym kontyngentem. Witano nas na ulicach jak wyzwolicieli, choć w tej milczącej wojnie nie padł jeszcze żaden strzał. Aż do rana.

Foto: Combat Alert 2016
Front Euroazjatycki uderzył z całą mocą. Samoloty, artyleria, rakiety, to wszystko spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Siły zbrojne Przymorza nie miały najmniejszych szans. Wojska agresora weszły w prowizoryczne linie obrony jak gorący nóż w masło. Jedne po drugim, przymorskie bataliony szły w rozsypkę. Części udawało się przedrzeć do swoich, niektórzy uciekali w las z postanowieniem dalszego oporu. Zdecydowana większość wpadła jednak do niewoli Frontu Euroazjatyckiego. Byli jednak i tacy, którzy postanowili służyć nowym panom. Lasy i wiejskie chudoby zapłonęły nie gorzej niż sam front. Wystarczyły dwa dni, by forpoczta natarcia zbliżyła się do Farven, na odległość kilkunastu kilometrów. Trzeciego dnia okazało się, że na ewakuację miasta jest już za późno. Siły frontu okrążyły Farven szczelnym pierścieniem oblężenia. Rozpoczęły się mozolne i krwawe szturmy na miasto. Sojusz Narodów bronił się dzielnie, ale wraz z każdą godziną, kolejne skrzyżowania i ulice przechodziły pod kontrolę Frontu Euroazjatyckiego. Wśród mieszkańców wybuchła panika, chaos przetaczał się przez ulice. Ginęły całe rodziny, brakowało jedzenia i leków. Farven zaczęło przypominać miasto duchów. Cała nadzieja w lądujących na południu Przymorza siłach ekspedycyjnych Sojuszu Narodów.

Oby zdążyli, nim będzie za późno…

Jakub Pawełek 
autor cyklu książek "Przymierze"
lider Combat Alert 2017